<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Dia ti? &#187; Literatura</title>
	<atom:link href="http://www.diati.info/category/literatura/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.diati.info</link>
	<description>Literackie poszukiwania</description>
	<lastBuildDate>Tue, 03 Jan 2012 10:02:23 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2.1</generator>
		<item>
		<title>Liberatura &#8211; fanaberia czy nowa jakość?</title>
		<link>http://www.diati.info/liberatura-fanaberia-czy-nowa-jakosc/</link>
		<comments>http://www.diati.info/liberatura-fanaberia-czy-nowa-jakosc/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 12 Jun 2011 10:08:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Milly</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.diati.info/?p=150</guid>
		<description><![CDATA[Artykuł o liberaturze miał się kiedyś znaleźć na tym blogu. Ostatecznie troszeczkę go przerobiłam i posłałam do Periodyka Świętokrzyskiego. Dziś Marek, redaktor naczelny Periodyka, całkiem przypadkiem przypomniał mi, że zupełnie zaniedbałam Dia ti, recenzje i literaturę. Trudno mi na szybko zorganizować nowy materiał, więc będzie pierwotny szkic krytyczny o liberaturze. Najpierw garść konkretów. Co kryje [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Artykuł o liberaturze miał się kiedyś znaleźć na tym blogu. Ostatecznie troszeczkę go przerobiłam i posłałam do <a href="http://gaad.strefa.pl/Periodyk%20swietokrzyski">Periodyka Świętokrzyskiego</a>. Dziś Marek, redaktor naczelny Periodyka, całkiem przypadkiem przypomniał mi, że zupełnie zaniedbałam Dia ti, recenzje i literaturę. Trudno mi na szybko zorganizować nowy materiał, więc będzie pierwotny szkic krytyczny o liberaturze.</p>
<p style="text-align: justify;"><img class="aligncenter" title="Liberatura" src="http://img94.imageshack.us/img94/8939/liberaturaontalgiazarty.gif" alt="" width="425" height="219" /><span id="more-150"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Najpierw garść konkretów. Co kryje się za tym soczystym neologizmem? Po przeczytaniu kilku artykułów na ten temat, w pamięć zapada kilka słów-kluczy, którymi najchętniej posługują się teoretycy i propagatorzy liberatury. Przede wszystkim to połączenie kilku terminów i wykorzystanie wieloznaczności słów: <em>liber</em> &#8211; łac. &#8216;książka&#8217;, ale i &#8216;wolny&#8217;, <em>libra</em> &#8211; łac. &#8216;waga&#8217; oraz <em>literatura</em>. Rzuca się także w oczy często powtarzany slogan <em>liberatura to literatura totalna</em>.</p>
<p style="text-align: justify;">Na portalu Wydawca.com.pl w artykule <a href="http://www.wydawca.com.pl/index.php?s=info&amp;kat=2&amp;dzial=47&amp;poddzial=0&amp;id=3957">Czym jest liberatura?</a> znalazłam krótką i zwięzłą definicję:</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;">Liberatura to nowy gatunek literacki, w którym tekst i materialna forma książki (łac. <em>liber<em>)  stanowią nierozerwalną całość. W utworze tego typu znacząca jest nie  tylko warstwa słowna, ale również kształt i budowa książki, jej format,  liczba stron, układ typograficzny, wielkość i krój pisma, zintegrowany z  tekstem rysunek czy fotografia, wreszcie rodzaj papieru lub innego  materiału. Czytelnik ma do czynienia z dziełem totalnym, które może  przybrać dowolny kształt, co w praktyce oznacza niekiedy radykalne  odejście od tradycyjnej budowy książki. Jest to zarazem dzieło w pełni  autorskie, kontrolowane przez pisarza na każdym etapie powstawania.</em></em></p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">Strona Małopolskiego Instytutu Kultury poświęcona <a href="http://www.liberatura.pl/liberatura.html">liberaturze</a> wypełniona jest teorią i przykładami takich dzieł, które pretendują do roli literatury totalnej, w której wszystko ma znaczenie &#8211; nawet oderwany kawałek kartki. Można tam znaleźć wiele zdjęć takich książek, zgromadzonych w jedynej w Polsce bibliotece liberatury w Krakowie. Na stronie dostępne są również artykuły dotyczące tego zjawiska, zwłaszcza teksty Zenona Fajfera, który w 1999 r. jako pierwszy zwrócił na nie uwagę, stworzył termin &#8216;liberatura&#8217; i rozpropagował jej ideę.</p>
<p style="text-align: justify;">Przeczytałam kilka tekstów na ten temat, m.in. wywiad z Zenonem Fajferem w <a href="http://www.puzdro.pl/1/16-wywiad-fajfer.htm">Puzdrze</a> i artykuł <a href="http://www.dwutygodnik.com.pl/artykul/1450-liberatura-slowo-ikona-przestrzen.html">Liberatura: słowo, ikona, przestrzeń</a> na stronie Dwutygodnik.com.pl. I szczerze mówiąc mam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiem ten pęd do teoretyzowania, nazywania, dorabiania teorii. Pan Fajfer ma trochę racji mówiąc, że ignorując teorię literatury &#8222;odnosimy się lekceważąco do samego dzieła&#8221;. Okey. Teoria jest ważna. Ale co my tu mamy? Czy przypadkiem nie wchodzimy tu na teren &#8222;przerostu formy nad treścią&#8221;?</p>
<p style="text-align: justify;">Z tego, co możemy się zorientować, takie dzieła, w których liczy się nie tylko treść, ale i sposób jej przedstawienia, zaszyfrowane znaczenia &#8211; powstawały już od dawna. Wcześniej nikomu nie przeszkadzało, że nie ma na to osobnej nazwy, wręcz osobnego gatunku. Dlaczego nagle teraz powstała taka potrzeba? I robi się wokół tego takie zamieszanie? Obawiam się, że zamiast wnosić coś nowego, wartościowego do literatury, liberaci będą prześcigać się w wymyślaniu coraz dziwniejszych form i nośników. Teraz już nie liczy się sama treść, przekaz jaki ze sobą niesie. Już nie zastanawiamy się nad tym, co czytamy. Teraz wymaga się od nas, żebyśmy podziwiali zamysł autora &#8222;dzieła totalnego&#8221;, który pociął kartki swojej książki, albo wsadził zwitek do butelki. Kojarzy mi się to raczej z nowoczesną sztuką, galeriami wypełnionymi przedziwnymi instalacjami, niż z literaturą właściwą.</p>
<p style="text-align: justify;">Być może należę do tych ludzi, którzy popełniają błąd zawężając literaturę do tekstu. Wszelkie określenia, jak &#8222;totalność&#8221;, &#8222;liberalność&#8221; itd., nie przemawiają do mnie. Chcę czytać i myśleć o tekście, o odniesieniach w nim zawartych, a nie zastanawiać się jak otworzyć &#8222;książkę&#8221;. Nie neguję przydatności takich wynalazków &#8211; to ciekawe i wygląda interesująco. Chętnie obejrzałabym sobie tą krakowską czytelnię liberatury, tak z ciekawości. Ale nie chciałabym, żeby literatura szła w tym kierunku. A już zupełnie nie rozumiem E-liberatury (linki i informacje na <a href="http://www.liberatura.pl/e-liberatura.html">tej</a> stronie).  Obawiam się trochę, że twórcy szukają coraz to nowych, nieodkrytych przestrzeni, chcą tworzyć coś nowego, nowatorskiego, podczas gdy można odnieść wrażenie, że w tradycyjnej literaturze &#8222;wszystko już było&#8221;. Liberatura daje im taką możliwość, odwraca uwagę od samej treści, każąc poszukiwać różnych innych sensów w samym nośniku. Z jednej strony daje to więcej możliwości interpretacyjnych i poszerza pole działania autora. Z drugiej strony odnoszę wrażenie, że marginalizuje się w tym momencie to, co dla mnie w literaturze jest najważniejsze &#8211; treść, przekaz. Wydaje się to być bardziej zabawą z książką, eksperymentem, niż wyznacznikiem przyszłej drogi dla literatury. Można taki &#8222;nośnik&#8221; sobie pooglądać, podumać, zastanowić się &#8222;co autor miał na myśli&#8221;. Ale nie wyobrażam sobie obcowania z liberaturą na co dzień, czytania książki z okładką z kamienia w pociągu, czy rozwijania wielometrowych zwojów z zakładkami wieczorem w łóżku. Nie jest to ani wygodne, ani praktyczne, ani ciekawe &#8211; może nawet irytujące na dłuższą metę. Myślę, że liberatura, zamiast pretendować do roli literatury totalnej, zostanie sprowadzona do roli ciekawego gadżetu czy też rekwizytu dla inteligencji. Do odłożenia na półkę i zwiedzania w bibliotece.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.diati.info/liberatura-fanaberia-czy-nowa-jakosc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Scarlett&#8221; A. Ripley</title>
		<link>http://www.diati.info/scarlett-a-ripley/</link>
		<comments>http://www.diati.info/scarlett-a-ripley/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 18 Oct 2010 14:28:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Milly</dc:creator>
				<category><![CDATA[Literatura]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Alexandra Ripley]]></category>
		<category><![CDATA[kontynuacja]]></category>
		<category><![CDATA[Margaret Mitchell]]></category>
		<category><![CDATA[Przeminęło z wiatrem]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[Rhett Buttler]]></category>
		<category><![CDATA[Scarlett]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.diati.info/?p=141</guid>
		<description><![CDATA[O kontynuacji Przeminęło z wiatrem miałam pisać w poprzedniej notce, bo niewiele mam na jej temat do powiedzenia. Niestety poniosło mnie podczas tworzenia tamtej recenzji i nie starczyło już czasu na Scarlett. Niech więc i ta książka doczeka się swojej osobnej recenzji. Po Scarlett sięgnęłam od razu po skończeniu Przeminęło z wiatrem. Jednak muszę się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;">
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" title="Scarlett" src="http://img96.imageshack.us/img96/5617/scarlettbprod1000055.jpg" alt="" width="248" height="350" /></p>
<p style="text-align: justify;">O kontynuacji <em>Przeminęło z wiatrem</em> miałam pisać w poprzedniej notce, bo niewiele mam na jej temat do powiedzenia. Niestety poniosło mnie podczas tworzenia tamtej recenzji i nie starczyło już czasu na <em>Scarlett</em>. Niech więc i ta książka doczeka się swojej osobnej recenzji.</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-141"></span>Po <em>Scarlett</em> sięgnęłam od razu po skończeniu <em>Przeminęło z wiatrem</em>. Jednak muszę się przyznać, że popełniłam ogromny błąd &#8211; przeoczyłam fakt, że książka ta została napisana przez zupełnie inną autorkę. Okładka egzemplarza, który czytałam, nie miała obwoluty, a strona tytułowa była skonstruowana tak, że na pierwszy plan wysuwało się nazwisko Margaret Mitchell. Czytałam więc w przeświadczeniu, że to drugie dzieło pani Mitchell. I przeklinałam. I złorzeczyłam. I nazwałam ją &#8222;pisarką jednej książki&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;">Swój błąd zrozumiałam dopiero gdzieś w połowie książki, kiedy naprawdę nie miałam już ochoty przewracać dalej kartek. Natchnęło mnie, by poczytać opinie innych ludzi o kontynuacji wielkiej powieści. Wtedy zorientowałam się, że mam błędne wyobrażenie co do autorki i książka ma pełne prawo być okropnym gniotem, którym w istocie swej była.</p>
<p style="text-align: justify;">O czym tak w ogóle jest <em>Scarlett</em>? Niestety, o dalszych losach mojej ulubionej bohaterki i o jej wielkiej przemianie z &#8222;tej złej, niedorosłej&#8221;, na &#8222;tą w pełni dojrzałą, wrażliwą, uczuciową i rodzinną kobietę&#8221;. Tu znowu się do czegoś przyznam &#8211; nie przeczytałam tej książki do końca. Dotrwałam mniej więcej do połowy, gdy Scarlett wybiera się w podróż do Irlandii, by poznać rodzinę swojego ojca. Potem skoczyłam szybko na koniec, by przekonać się, czy książka kończy się tak, jak się tego spodziewałam. Oczywiście, że tak. Pełny happy end, Rhett znowu się w niej zakochuje, ona już jest wspaniałą, dojrzałą kobietą, na dodatek mają kolejną cudowną córeczkę. Flaki z olejem.</p>
<p style="text-align: justify;">Na początku jeszcze nie było tak źle, fabuła była w miarę wartka, coś się działo. Poznajemy rodzinę Rhetta, podziwiamy sztuczki Scarlett, która za wszelką cenę chce odzyskać miłość męża, dowiadujemy się kilku szczegółów z przeszłości. Wszystko było fajnie, dopóki Scarlett nie dostała konkretnego kopa od Rhetta i nie wpadła na pomysł, by zaznajomić się bliżej z rodziną swojego ojca. Tu zaczęły się dłużyzny, rozwlekłe opisy irlandzkich tańców, muzyki i zwyczajów, jakieś mało ciekawe tajemnicze wątki. Apogeum opowieść przeżyła w momencie, gdy Scarlett wyjechała do Irlandii. Tam dłużyzny przybierały gigantyczne rozmiary i nic już nie mogło uratować tej książki.</p>
<p style="text-align: justify;">Opisy pani Mitchell były ciekawe, pełne uroku i przede wszystkim były lekkie. Nawet jeśli opowiadała o historii Południa, wojnach i o społeczeństwie, to nie czuło się tu żadnych dłużyzn. Niestety, tego samego stylu pani Ripley nie posiada. Mimo wielkiej sympatii, jaką darzę Irlandię, nie mogłam przez to przebrnąć.</p>
<p style="text-align: justify;">Jeśli mam być szczera, to nie poleciłabym tej książki nawet komuś, kto był zawiedziony negatywnym zakończeniem <em>Przeminęło z wiatrem</em>. W końcu autorka nie zastosowała takiego zakończenia z byle powodu, ale był to ważny zabieg literacki, dopełniający całość powieści. Nie rozumiem po co psuć ideał dalszą częścią i to jeszcze średniej jakości? No chyba, że dla pieniędzy&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Z ciekawostek &#8211; znalazłam jeszcze jedną książkę:</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" title="Rhett" src="http://img704.imageshack.us/img704/273/rhettbutlerprzeminelozw.jpg" alt="" width="203" height="287" /></p>
<blockquote><p</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.diati.info/scarlett-a-ripley/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Przeminęło z wiatrem&#8221; M. Mitchell i &#8222;Scarlett&#8221; A. Ripley</title>
		<link>http://www.diati.info/przeminelo-z-wiatrem-mitchell-i-scarlett-ripley/</link>
		<comments>http://www.diati.info/przeminelo-z-wiatrem-mitchell-i-scarlett-ripley/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 30 Sep 2010 20:28:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Milly</dc:creator>
				<category><![CDATA[Literatura]]></category>
		<category><![CDATA[Polecanki]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Ashley]]></category>
		<category><![CDATA[Butler]]></category>
		<category><![CDATA[Margaret Mitchell]]></category>
		<category><![CDATA[Melania]]></category>
		<category><![CDATA[O'Hara]]></category>
		<category><![CDATA[powieści]]></category>
		<category><![CDATA[Przeminęło z wiatrem]]></category>
		<category><![CDATA[Rhett]]></category>
		<category><![CDATA[Scarlett]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.diati.info/?p=112</guid>
		<description><![CDATA[Przeminęło z wiatrem to legenda i klasyka literatury światowej. Nie znać tej powieści, to prawie jak grzech. Choć wiele osób myśli, że to tylko słynne romansidło, książka ta ma wiele warstw i wymiarów. Przede wszystkim jest to wspaniała powieść obyczajowa i psychologiczna, poza tym niezwykle dobra książka historyczna, wreszcie &#8211; najsłynniejszy romans na świecie. Warto [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" title="Przeminęło z wiatrem" src="http://img830.imageshack.us/img830/8717/przeminelozwiatremmarga.jpg" alt="" width="290" height="410" /></p>
<p style="text-align: justify;"><em>Przeminęło z wiatrem</em> to legenda i klasyka literatury światowej. Nie znać tej powieści, to prawie jak grzech. Choć wiele osób myśli, że to tylko słynne romansidło, książka ta ma wiele warstw i wymiarów. Przede wszystkim jest to wspaniała powieść obyczajowa i psychologiczna, poza tym niezwykle dobra książka historyczna, wreszcie &#8211; najsłynniejszy romans na świecie. Warto sięgnąć po nią nie tylko z tego powodu, że to pozycja klasyczna, ale także dlatego, że jest to po prostu świetnie napisana powieść o dobrej fabule.<span id="more-112"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Margaret Mitchell to bardzo dobra pisarka, która stworzyła niezapomniane dzieło. Jej rozległa wiedza historyczna, wnikliwa analiza psychologiczna bohaterów, a przede wszystkim niezwykle plastyczny język, są godne podziwu. Postacie w <em>Przeminęło z wiatrem</em>, zwłaszcza opisy Scarlett, są plastyczne i bardzo realistyczne. Pomimo tego, że na kartach powieści przewinęło się bardzo wielu bohaterów, każdy z nich był niepowtarzalny i miał właściwą dla siebie charakterystykę. To, co mi się najbardziej podoba w prozie pani Mitchell, to cudowne opisy i język powieści. Wszystko czyta się bardzo sprawnie, nie ma żadnych dłużyzn, choć akcja toczy się głównie wokół opisów życia, obyczajów i historii, zupełnie nie czuje się, że jakiekolwiek opisy są tam zbędne lub nie na miejscu. W powieści nie brakuje momentów dramatycznych, jak opisy życia w Tarze po wojnie, czy opieka nad rannymi żołnierzami w lazarecie, oddane z wielką precyzją i emocjami. Emocje to główny atut stylu pani Mitchell. Nieraz czytelnik nie rozumie, czy nie może się pogodzić z pewnymi decyzjami czy wydarzeniami, wstrzymuje oddech w dramatycznych momentach, krzyczy do Scarlett &#8222;Dziewczyno, co ty wyprawiasz!&#8221;, czy ociera ukradkiem łzy. Naprawdę jestem pełna zachwytu dla osoby, która potrafiła pisać w takim stylu. W wielkim stylu.</p>
<p style="text-align: justify;">Co do samej fabuły &#8211; chyba wszyscy wiedzą, o czym jest <em>Przeminęło z wiatrem</em>, jednak dla porządku przytoczę jej zarys. Szesnastoletnia Scarlett O&#8217;Hara żyła niemal jak księżniczka w bezpiecznym świecie amerykańskiego Południa, na ogromnej plantacji, Tarze. Miała wszystko, czego tylko zapragnęła &#8211; była najpiękniejszą panną w całej okolicy, potrafiła podbić serce każdego mężczyzny, była ulubioną córeczką tatusia, miała służbę, piękne suknie i wielu wielbicieli. Błyszczała wszędzie, gdzie się tylko pojawiła. Wyrastała więc w poczuciu, że w życiu zdobędzie wszystko, co tylko zapragnie. Okazało się jednak, że jest jedna rzecz &#8211; a raczej osoba &#8211; której mieć nie może. Jej ukochany Ashley, którego upatrzyła sobie na męża, oświadcza się nagle innej kobiecie, Melanii, a zaraz po płomiennym wyznaniu mu uczuć (swoją drogą jedna z najlepszych scen w książce, a na pewno najlepsza scena w filmie), odrzuca jej miłość. Świadkiem dramatycznej sceny miłosnej jest okryty złą sławą Rhett Butler, który jeszcze nie raz stanie na drodze Scarlett, w najmniej i najbardziej oczekiwanych momentach. Urażona Scarlett, by zrobić wszystkim na złość i wzbudzić zazdrość Ashleya, postanawia przyjąć oświadczyny brata Melanii. Nigdy jednak nie zrezygnowała z miłości do Ashleya i pałając nienawiścią do jego wybranki, przez cały czas obmyślała plan, jak zmusić ukochanego do powrotu do niej. Na dodatek w uporządkowany i tradycyjny świat Południa wkrada się chaos i nieszczęście &#8211; nadchodzi wojna i niszczy wszystko, co Scarlett znała i kochała. Posłużę się pięknym cytatem:</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;">Była kiedyś kraina kawalerów i pięknych panien, kraina plantacji i pół  bawełny, którą nazywano Południem; tu po raz ostatni widziano  niewolników i ich panów, murzyńskie piastunki i rozkapryszone, śliczne  dziewczęta. Lecz w ten świat z bajki wtargnęła wojna, niosąc śmierć,  ogień i zniszczenie &#8211; i cała cywilizacja przeminęła z wiatrem,  wymieciona lodowatym powiewem praktycznej, przemysłowej nowoczesności&#8230;</p>
<p>[Prószyński i S-ka, 2003]</p></blockquote>
<p style="text-align: justify;">Mężczyźni wyruszają do boju z szablami, przeciwko nowoczesnej i świetnie wyszkolonej armii Północy. Od samego początku wiadomo było, że to się źle skończy, jednak zauważał to tylko jeden człowiek &#8211; Rhett Butler, nazwany przez to zdrajcą i wyklęty przez południowców. Scarlett po wojnie musi zmierzyć się z trudną, nową rzeczywistością, która przytłacza większość starych mieszkańców Południa. Rezolutna, uparta i dążąca po trupach do swoich celów Scarlett budzi zgorszenie i obrazę swoimi niecodziennymi poglądami i zachowaniem. Od kiedy zmierzyła się ze strasznym głodem i biedą, kiedy musiała własnymi rękami uprawiać ziemię w Tarze, obiecała sobie, że już nigdy w życiu nie zazna głodu. I zrobi w tym celu dokładnie wszystko.</p>
<p style="text-align: justify;">Drugim głównym bohaterem <em>Przeminęło z wiatrem</em> jest Rhett. Od pamiętnej sceny w bibliotece, gdy Ashley odrzucił wyznanie miłosne Scarlett, Rhett (świadek owej sceny) pozostał bezsprzecznie pod urokiem tej ognistej dziewczyny. Później pojawiał się w niemal wszystkich najważniejszych momentach życia Scarlett, będąc niejako jej aniołem stróżem, choć ona sama nienawidziła go z całego serca. Musiało minąć wiele czasu i musiało wydarzyć się wiele złych rzeczy, by Scarlett uporządkowała swoje uczucia i zrozumiała wreszcie co i do kogo czuje. Niestety, los zbyt długo czekał, aż Scarlett dorośnie do swych uczuć i w tym momencie pokrzyżował po raz kolejny jej plany &#8211; tym razem jeszcze boleśniej, niż zwykle.</p>
<p style="text-align: justify;">Scarlett jest jedną z najbardziej niesamowitych i rozpoznawalnych postaci w literaturze. Nie jest typową bohaterką, heroiną o szlachetnym sercu, przełamującą wszelkie przeciwności losu. Można ją nawet nazwać anty-bohaterką. Jest próżna, samolubna, despotyczna, krótkowzroczna, zaborcza. Nie potrafi wychować swoich dzieci, jawnie przyznaje się do tego, że ich nie kocha, że przeszkadzają jej w życiu. Wszystko, co robi, robi z myślą o sobie. Nawet, gdy ratuje życie Melanii i jej dziecku, robi to tylko ze względu na siebie. Gdy ratuje Tarę, swoje siostry &#8211; to także z myślą o sobie. Wychodzi za mąż dla pieniędzy, z wyrachowania. Nawet Ashleya kocha tylko dlatego, że ośmielił się odrzucić jej uczucie, był jedynym mężczyzną, którego nie mogła zdobyć. Odbija narzeczonego swojej własnej siostrze, oszukuje w interesach, jest wyrachowana i chłodna. Do tego wielokrotnie Autorka podkreśla, że Scarlett jest niedouczoną ignorantką, nie ma gustu, zachwyca się wszystkim, co ogromne i kolorowe, nie potrafi się ubrać ani zachować.</p>
<p style="text-align: justify;">Za co więc wszyscy kochają Scarlett? Za to, że jest jedną z najbardziej autentycznych postaci w literaturze. Rzadko spotyka się bohaterki przedstawione tak ludzko, bezpośrednio, ze wszystkimi wadami, tak szczerze i prosto. Scarlett jest w gruncie rzeczy bardzo podobna do nas wszystkich. Kto z nas zachowuje się wyłącznie bezinteresownie, nie myśląc o sobie? Kto oddałby wszystko tylko dla innych, samemu oczekując śmierci głodowej? Kto wykazałby się odwagą i brakiem lęku, podczas gdy całe miasto płonie, a śmierć depta po piętach? Wady Scarlett są wadami nas wszystkich, obnażone i pokazane takimi, jakimi są. Można było napisać, że Scarlett mimo wszystko walczy o przetrwanie swojego syna, Melanii i jej dziecka, gdy koń padł w drodze i sama ciągnęła wóz do Tary. W rzeczywistości była przerażona, ledwo żywa i modliła się, by Melania umarła, by było jej lżej. To straszne, ale jednocześnie bardzo ludzkie. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że bohaterowie książkowi są szlachetni i w każdej sytuacji potrafią wykazać się odwagą, determinacją. Momentami zachowania, a przede wszystkim myśli Scarlett są szokujące. Czy tak powinna mówić i myśleć główna bohaterka książki? Czy nie powinna być prawdziwą heroiną, znosić wszystko w pokorze i myśleć tylko o innych? Nie, na pewno nie Scarlett. Ona jest żywą osobą, z krwi i kości, z wad i zalet. Scarlett zrobiła wiele dobrego, mimo iż przy tym jej pobudki nie były do końca szlachetne, a myśli były przerażające. Wielokrotnie pragnęła śmierci swoich najbliższych, ale jednocześnie robiła wszystko, by w najcięższych dniach przeżyli. Pracowała najciężej, musiała być głową rodziny, decydować o wszystkim i ponosić konsekwencje błędnych decyzji, na dodatek utrzymywać porządek wśród ludzi i służby, którymi się opiekowała. Jej upór i nie do końca czyste interesy (które zaczęły się w momencie, gdy odbiła narzeczonego siostrze i wykorzystała jego pieniądze do rozkręcenia własnej firmy) uratowały życie jej najbliższych.</p>
<p style="text-align: justify;">To kolejna, bardzo mocna warstwa książki &#8211; próba oceny moralnej postawy Scarlett i jej przeciwieństwa, Melanii. Melania była zupełnym zaprzeczeniem głównej bohaterki. Niezbyt piękna, krucha, słaba, o gołębim sercu, nienagannych manierach i zawsze czystej duszy. Niewinna Melania ubóstwiała Scarlett, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, że ta nienawidzi jej z całego serca i życzy jej śmierci. Była zawsze dobra dla wszystkich, mogłaby oddać życie za rodzinę i za ojczyznę. Ale tak naprawdę nie przeżyłaby, gdyby nie determinacja i wola życia Scarlett, która ciągnęła własnymi rękami wóz, na którym leżała ledwo żywa Melania z nowo narodzonym dzieckiem. Gdyby nie Scarlett ona i Ashley nie mieliby środków do życia. Można by powiedzieć, że szlachetność Melanii sprowadziłaby na wszystkich śmierć, a brak moralności Scarlett ocaliła im życie. Z drugiej strony, czy Scarlett była tylko i wyłącznie niemoralna? To z pewnością temat na długą i wielowątkową dyskusję, w której trzeba by przeanalizować wszystkie motywy i postępowania bohaterki oraz sytuacje, które z nich wynikły.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>Przeminęło z wiatrem</em> to wielka literatura i wspaniała powieść. Tym, którzy jeszcze jej nie znają, polecam czym prędzej sięgnięcie po tę pozycję. Ja z pewnością jeszcze kiedyś sięgnę po perypetie Scarlett z wielką radością i satysfakcją.</p>
<p style="text-align: justify;">A na zakończenie &#8211; to, co jeszcze uwielbiam w tej książce, to całkowity brak happy endu. To całkowite zaprzeczenie wszystkich romansowych bohaterek i fabuł w historii książki!</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">P.S.: Kontynuacją <em>Przeminęło z wiatrem</em> pt. <em>Scarlett</em> autorstwa <strong>Alexandry Ripley</strong> zajmę się w najbliższym czasie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.diati.info/przeminelo-z-wiatrem-mitchell-i-scarlett-ripley/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Marina&#8221; Carlos Ruiz Zafon</title>
		<link>http://www.diati.info/marina-carlos-ruiz-zafon/</link>
		<comments>http://www.diati.info/marina-carlos-ruiz-zafon/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 30 Sep 2010 16:49:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Milly</dc:creator>
				<category><![CDATA[Literatura]]></category>
		<category><![CDATA[Polecanki]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Barcelona]]></category>
		<category><![CDATA[Carlos Ruiz Zafon]]></category>
		<category><![CDATA[fragmenty powieści]]></category>
		<category><![CDATA[Marina]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.diati.info/?p=108</guid>
		<description><![CDATA[Po Marinę sięgnęłam już dość dawno, ale kolejna książka Zafona pozostawiła w mojej pamięci trwały ślad. To jedna z tych książek, która po przeczytaniu zostaje w duszy jeszcze na długo. Co prawda nie jest aż tak dobra, jak Cień Wiatru czy Gra Anioła, ale jednocześnie jest to powieść nieco inna, skierowana do innego odbiorcy, a [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><img class="aligncenter" title="Marina" src="http://img843.imageshack.us/img843/6424/marinazafon2.jpg" alt="" width="207" height="320" /></p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Po <em>Marinę</em> sięgnęłam już dość dawno, ale kolejna książka <strong>Zafona</strong> pozostawiła w mojej pamięci trwały ślad. To jedna z tych książek, która po przeczytaniu zostaje w duszy jeszcze na długo. Co prawda nie jest aż tak dobra, jak <em>Cień Wiatru</em> czy <em>Gra Anioła</em>, ale jednocześnie jest to powieść nieco inna, skierowana do innego odbiorcy, a w związku z tym jej struktura różni się od tamtych, wielkich powieści Zafona. Przede wszystkim jest to książka dla młodzieży, brak tu tak mocnych wątków, jak na przykład w <em>Cieniu Wiatru</em>. Ale jednocześnie w tej powieści odnajdziemy wiele motywów grozy, a nawet horroru, a także romans, tajemnicę i mroczną historię. Trudno się oprzeć takiemu opisowi wydawcy:</p>
<blockquote style="text-align: justify;"><p>Barcelona, lata osiemdziesiąte XX wieku. Oscar Drai, zauroczony atmosferą podupadających secesyjnych pałacyków otaczających jego szkołę z internatem, śni swoje sny na jawie. Pewnego dnia spotyka Marinę, która od pierwszej chwili wydaje mu się nie mniej fascynująca niż sekrety dawnej Barcelony. Śledząc zagadkową damę w czerni, odwiedzającą co miesiąc bezimienny nagrobek na cmentarzu dzielnicy Sarriá, Oscar i jego przyjaciółka poznają zapomnianą od lat historię rodem z &#8222;Frankensteina&#8221; i XIX-wiecznych thrillerów. Historię, której dramatyczny finał ma się dopiero rozegrać&#8230;<span id="more-108"></span></p></blockquote>
<p style="text-align: justify;">Tak jak możemy przeczytać w opisie, głównym bohaterem książki jest Oscar, nastolatek uczący się w szkole z internatem, nieco odmienny od swoich rówieśników. Pewnego dnia na swej drodze spotyka piękną dziewczynę, Marinę i od tej pory ich losy splatają się, łącząc tą dwójkę dziwną przyjaźnią. Oboje interesują się historią tajemniczej kobiety, która odwiedza zapomniany grób na starym, niemalże mistycznym cmentarzu. Okazuje się jednak, że próba rozwikłania jej tajemnicy może skończyć się dla nastolatków tragicznie. Nie wszystkie mroczne historie powinny być odkopywane z mroków zapomnienia, a już z pewnością nie powinno się ruszać historii Michała Kolvenika, demonicznego alchemika, a jednocześnie postaci tragicznej. Wszystko to oczywiście okraszone jest krajobrazem tak dobrze znanej czytelnikom Zafona Barcelony, tu ukazanej z bardzo mrocznej, zapomnianej strony.</p>
<p style="text-align: justify;">Choć <em>Marinie</em> nie brakuje pewnych wad (wiele osób narzeka, że intryga zbyt szybko staje się oczywista), z czystym sercem mogę ją polecić, jako dobrą książkę. Na uwagę zasługują przede wszystkim bardzo dobrze wykreowane postacie, a także ciekawa fabuła i mimo wszystko zaskakujące zwroty akcji. Szczerze mówiąc oddałam się tej lekturze z przyjemnością i nie doszukiwałam się za wszelką cenę różnych dziur i niedociągnięć, więc dla mnie scenariusz był zaskakujący, tajemniczy i mroczny, a momentami straszny. Zwłaszcza dobrze zapadła mi w pamięć pewna scena z kukłami… brr!</p>
<p style="text-align: justify;">To, co jest cudowne w każdej książce Zafona, to przesłanie. Również i <em>Marina</em> nie jest pozbawiona głębokich przemyśleń i życiowych prawd. Jest nie tylko straszna, ale i wzruszająca, momentami dramatyczna. Jednym słowem &#8211; dobra lektura na długie, jesienne wieczory, kiedy na dworze hula wiatr, a o szyby bębnią krople deszczu. Jej dodatkowym atutem jest o wiele mniejsza objętość, niż w przypadku <em>Cienia Wiatru</em> czy <em>Gry Anioła</em> &#8211; jest o połowę krótsza, akcja jest bardziej zagęszczona, przez co czyta się ją szybciej.</p>
<p style="text-align: justify;">Choć czytałam, że wielu wielbicieli Zafona jest <em>Mariną</em> rozczarowana, uważam, że te krytyczne oceny są dość niezasłużone. Jeśli podejdzie się do tej książki jak do powieści młodzieżowej, oferującej dobrą zabawę, wartką akcję, ciekawą historię i tajemnicę, a do tego wiele trafnych przemyśleń &#8211; lektura będzie prawdziwą przyjemnością. Ja polecam &#8211; uważam, że warto (pod warunkiem, że nie szuka się czegoś lepszego, niż cykl o <em>Cmentarzu Zapomnianych Książek</em>)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.diati.info/marina-carlos-ruiz-zafon/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Alicja&#8221; Jacka Piekary</title>
		<link>http://www.diati.info/alicja-jacka-piekary/</link>
		<comments>http://www.diati.info/alicja-jacka-piekary/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 30 Jul 2010 16:33:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Milly</dc:creator>
				<category><![CDATA[Fantastyka]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Alicja]]></category>
		<category><![CDATA[Jacek Piekara]]></category>
		<category><![CDATA[powieści]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.diati.info/?p=125</guid>
		<description><![CDATA[Alicja to moje pierwsze spotkanie z prozą pana Piekary. Ta książka przykuła moją uwagę przede wszystkim okładką, potem tytułem. Jej enigmatyczny opis z pewnością nie przekonałby mnie do sięgnięcia po nią. Ale ta piękna okładka&#8230; Dałam się skusić, wciągnąć w pułapkę. To nie pierwszy raz, kiedy ładny obrazek obiecuje równie ładną zawartość. Niestety, obawiam się, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><em>Alicja</em> to moje pierwsze spotkanie z prozą pana <strong>Piekary</strong>. Ta książka przykuła moją uwagę przede wszystkim okładką, potem tytułem. Jej enigmatyczny opis z pewnością nie przekonałby mnie do sięgnięcia po nią. Ale ta piękna okładka&#8230; Dałam się skusić, wciągnąć w pułapkę. To nie pierwszy raz, kiedy ładny obrazek obiecuje równie ładną zawartość. Niestety, obawiam się, że reguła &#8222;im ładniejsza okładka, tym bardziej beznadziejna treść&#8221;, okazuje się coraz trafniejsza.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" title="Alicja" src="http://a.imageshack.us/img833/3664/alicja.jpg" alt="" width="210" height="327" /></p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-125"></span>Pierwotnie książka ta została wydana przez wydawnictwo Red Horse w dwóch tomach: <em>Alicja i Miasto Grzechu</em> (2007) oraz <em>Alicja i Ciemny Las</em> (2008). W moje ręce trafiło wydanie zbiorowe Fabryki Słów pod wspólnym tytułem <em>Alicja</em> (2010).  Swoją drogą bardzo zdziwiło mnie rozbicie tej pozycji na dwie, małe części, które osobno zupełnie tracą to coś, co sprawia, że czytelnik ma w ogóle ochotę dotrzeć do końca opowieści. W każdym razie cieszę się, że ja natrafiłam na pełne wydanie.</p>
<p style="text-align: justify;">Przeczytałam gdzieś, że fabuła <em>Alicji</em> jest połączeniem <em>Lolity</em> Nabokova, Matyldy z <em>Leona Zawodowca</em> i <em>Alicji w krainie czarów</em>. Można się zgodzić z tym stwierdzeniem tylko i wyłącznie pod warunkiem, że spłaszczymy te trzy postacie, odbierzemy im całą głębię i wieloznaczność, jaką nadali im ich autorzy, zrobimy z nich sieczkę przystępną dla najbardziej prymitywnego odbiorcy. Autor tych słów (a ukazały się one bodaj na okładce <em>Alicji i Ciemnego Lasu</em>) próbował chyba zabłysnąć elokwencją i chciał się przypodobać panu Piekarze. Do historii rodem z Nabokovskiej <em>Lolity</em> tej książce naprawdę bardzo, bardzo daleko, można śmiało stwierdzić, że dzielą je całe galaktyki. Nie pokusiłabym się również o szukanie analogii z tak wielowarstwową powieścią, jaką jest <em>Alicja w krainie czarów</em>, gdyż ta <em>Alicja</em> jest raczej książką płaską i bazującą na zupełnie innego rodzaju motywach.  Głównej bohaterce Piekary najbliżej do Matyldy z <em>Leona Zawodowca</em>, a i to można powiedzieć tylko na upartego. Jednak film Luca Bessona przedstawiał klasę nieco wyższą.</p>
<p style="text-align: justify;">Czym zatem jest <em>Alicja</em>? Zacznijmy od nakreślenia fabuły.</p>
<p style="text-align: justify;">Głównym bohaterem książki, wokół którego toczy się cała akcja, jest Aleks &#8211; dobiegający czterdziestki, niespełniony pisarz i dziennikarz, egzystujący bez perspektyw na jakąkolwiek przyszłość. Całymi dniami poprawia i dopieszcza swój jedyny scenariusz, którego nikt nie chce docenić. Aleks jest człowiekiem przegranym i w zupełności zdaje sobie z tego sprawę, nie starając się nawet poprawić swojego losu, choć ma na to szansę &#8211; jego była szefowa z renomowanej gazety wciąż chce przyjąć go znowu do pracy, w której dobrze zarabiał i był poważanym dziennikarzem.</p>
<p>W pewnym momencie los postanowił spłatać Aleksowi figla. Okno jego mieszkania zostaje stłuczone przez piłkę do siatkówki, po którą zgłasza się czternastoletnia dziewczynka &#8211; Alicja. W ramach przeprosin postanawia zmienić życie Aleksa nie do poznania. I tak też właśnie się dzieje &#8211; nasz bohater nagle poznaje dziewczynę swoich marzeń, zaraz potem dostaje propozycję życia od sławnego aktora, znikają też jego problemy z sąsiadami, a Alicja potrafi wyciągnąć go z najgorszych tarapatów, z zagrożeniem życia włącznie. Sam Aleks staje się nagle bardziej pewny siebie i swoich możliwości, odkrywa też w sobie pokłady ogromnej siły, męskości i odwagi. Za wszystko jednak przyjdzie mu zapłacić, gdy Alicja zostanie porwana przez tajemniczego szaleńca. Po kilku latach &#8211; w drugiej części książki &#8211; gdy Aleks będzie już sławny i bogaty, sytuacja powróci jak bumerang. Alicja znika, a Aleks musi wybrać się w podróż do tajemniczego Ciemnego Lasu, zamieszkałego przez demoniczne Wróżki Zębuszki i Piaskowych Dziadków ze skłonnościami do pedofilstwa. Będzie musiał stawić czoła samemu sobie, by uratować ukochaną Alicję.</p>
<p>Jak widać fabuła nie jest zbyt górnolotna i odkrywcza. Książka ta ma jedną zaletę &#8211; dynamiczna fabuła i wartka akcja sprawia, że mimo wszelkich mankamentów, czytelnik pragnie dowiedzieć się, co stanie się dalej, a dokładniej: kim jest tajemnicza Alicja i jaką cenę przyjdzie zapłacić Aleksowi za znajomość z nią. Niestety, po dobrnięciu do końca, następuje ogromne rozczarowanie. Dostajemy sieczkę rodem z Hollywood i w gruncie rzeczy nie dane jest nam zrozumieć kim jest dziewczynka i co właściwie się działo. Do tego Piekara ma strasznie denerwującą, doprowadzającą wręcz do szału, manierę &#8211; niemal co stronę spotykamy się z dygresjami głównego bohatera dotyczącymi przyszłości. Roi się w książce od zdań typu &#8222;Alicja powiedziała mi później, że&#8230; lecz wówczas jeszcze tego nie wiedziałem&#8221;, &#8222;Zapytałem później Alicji o to i o tamto, a ona odpowiedziała mi&#8230;.&#8221;, &#8222;Kiedy pewnego razu Alicja leżała w moim łóżku, powiedziała&#8230;&#8221;,&#8221;Zrozumiałem to dopiero, kiedy ktośtam obcinał mi siekierą palce&#8230;&#8221; itp. Autor usilnie stara się wskazać czytelnikowi pewien kierunek, od razu dowiadujemy się, że dwójka bohaterów bardzo się zaprzyjaźni, że wreszcie razem zamieszkają, że Alicja ma jakieś nadzwyczajne zdolności, a na pewno to, że jak na swój wiek dziewczynka jest bardzo wyjątkowa, mądra i poważna, w końcu, że wydarzy się jakaś tragedia i Aleks będzie musiał za wszystko zapłacić (np. palcami). Piekara wciska to wszystko na siłę, podsuwa czytelnikowi pod nos coś, co powinno być w sferze domysłów. Nie twierdzę, że w ogóle nie powinien stosować takich chwytów, ale wystarczyłoby raz, dwa, góra trzy razy zasugerować, co będzie się działo w przyszłości, a nie robić to co kilka stron od początku aż do samego końca książki! To stawia czytelnika w pozycji idioty, który nie potrafi się domyśleć z samego biegu fabuły, że za niedługo wydarzy się coś zaskakującego, niesamowitego itp. Już po kilkudziesięciu stronach miałam serdecznie dość tej maniery, zastanawiałam się nawet, czy nie rzucić tej książki w kąt, uznałam jednak, że może warto przecierpieć i poczekać do końca.</p>
<p>Patrząc na <em>Alicję</em> z perspektywy całości, trzeba uznać ją za nieskomplikowane czytadło, po które można sięgnąć, gdy ma się ochotę na coś prostego, ale jednocześnie dynamicznego. Na próżno szukać w tej książce głębi, metafizycznych rozważań czy odkrywczych myśli (chociaż wydaje się, że momentami autor usiłuje włożyć w usta głównego bohatera jakieś niby-mądre słowa czy przemyślenia, które brzmią jak odgrzewane kotlety &#8211; coś o miłości, przyjaźni, poświęceniu itp., czyli wszystko, co już znamy z Hollywoodzkiego kina). Niestety, nie znajdziemy też obiecanego wyjaśnienia kim tak naprawdę jest Alicja, a finał książki jest po prostu&#8230; a zresztą, ten kto sięgnie po tę pozycję sam się musi przekonać.</p>
<p>Zabawne jest także to, że główny bohater w swoich rozważaniach wciąż powraca do jednego motywu &#8211; wyśmiewa kiczowatość scenariuszy wielkich Hollywoodzkich produkcji. Gdy pojawia się w tajemniczym miejscu, zwanym Ciemnym Lasem i spotyka nadnaturalne istoty, od razu zaczyna porównywać to, co go spotyka, z tym, co spotyka przeciętnego bohatera przeciętnego filmu. Najlepsze jest to, że rozwiązania podawane przez Piekarę, są dokładnym powielaniem tych samych schematów. Nie wiem zatem do czego miały służyć te zabiegi prześmiewcze?</p>
<p style="text-align: justify;">Autor ma także maniakalną skłonność do podkreślania na każdym kroku, że związek Aleksa i Alicji nie ma nic wspólnego z pożądaniem i miłością cielesną, a sam Aleks bynajmniej nie jest pedofilem. Znowu mamy do czynienia z powtarzaniem tego samego wątku niemal co chwilę. Zupełnie, jakby Piekara nie ufał swoim czytelnikom i nie potrafił innymi środkami wyjaśnić relacji łączących tę dwójkę, jak tylko dosłownie powiedzieć &#8211; Aleks nie jest pedofilem, nie chce tego dziecka zaciągnąć do łóżka! (Swoją drogą scen łóżkowych jest w książce co nie miara &#8211; na szczęście opisy są całkiem dobre i tu należy się autorowi plusik).</p>
<p style="text-align: justify;">Podsumowując, <em>Alicja</em> Piekary jest książką mało skomplikowaną, do przeczytania w dwa popołudnia. Równie szybko się ją czyta, jak o niej zapomina. Nie mogę jej z czystym sercem polecić, ale jeśli ktoś chce się odstresować i poczytać miłą historyjkę, to można po nią sięgnąć. Ot, żeby dowiedzieć się co jest na samym końcu.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.diati.info/alicja-jacka-piekary/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Kamieniczka&#8221; Edyty Szałek</title>
		<link>http://www.diati.info/kamieniczka-edyty-szalek/</link>
		<comments>http://www.diati.info/kamieniczka-edyty-szalek/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 14 Jul 2010 15:32:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Milly</dc:creator>
				<category><![CDATA[Literatura]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Edyta Szałek]]></category>
		<category><![CDATA[Kamieniczka]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[zbiór]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.diati.info/?p=103</guid>
		<description><![CDATA[O zbiorze opowiadań Kamieniczka Edyty Szałek pisałam już jakiś czas temu i tak się złożyło, że dość szybko trafił w moje ręce. Tę niewielką, osiemdziesięciostronicową książeczkę czyta się niemal jednym tchem i prawie nie zauważa się mijającego czasu, gdy dociera się do końca opowieści. Swoimi wrażeniami z tej godziny poświęconej pierwszemu tomowi cyklu &#8222;Widokówki&#8221; postaram [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;">
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.diati.info/wp-content/uploads/2009/10/kamieniczka.jpg"><img class="size-full wp-image-104     aligncenter" title="kamieniczka" src="http://www.diati.info/wp-content/uploads/2009/10/kamieniczka.jpg" alt="Okładka" width="230" height="361" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">O zbiorze opowiadań <em>Kamieniczka</em> <strong>Edyty Szałek</strong> <a href="http://www.diati.info/chce-przeczytac/" target="_blank">pisałam już jakiś czas temu</a> i tak się złożyło, że dość szybko trafił w moje ręce. Tę niewielką, osiemdziesięciostronicową książeczkę czyta się niemal jednym tchem i prawie nie zauważa się mijającego czasu, gdy dociera się do końca opowieści. Swoimi wrażeniami z tej godziny poświęconej pierwszemu tomowi cyklu &#8222;Widokówki&#8221; postaram się z Wami podzielić.</p>
<p><span id="more-103"></span></p>
<p style="text-align: justify;"><em>Kamieniczka</em> składa się z kilku dość krótkich opowiadań (jedno ma nawet niecałą stronę długości) połączonych ze sobą w dość nieskomplikowany sposób &#8211; ich akcja dzieje się w obrębie jednego, małego miasteczka, są też powiązane w pewien sposób bohaterami. Osoba pojawiająca się na przykład drugoplanowo w jednym opowiadaniu, w następnym wraca jako główna postać. Klamrą, która spina wszystkie te opowieści, jest tytułowa kamieniczka, pojawiająca się na początku i na końcu książki.</p>
<p style="text-align: justify;">Trudno mówić, w przypadku książki Edyty Szałek, o fabule opowiadań. Tak naprawdę są to opowieści o życiu każdego z nas, o życiu każdego człowieka, z jego radościami, troskami, smutkami, miłością, zagubieniem, przyjaźnią i śmiercią. O tym, co spotyka nas, lub co może nas spotkać. Autorka okazuje się być doskonałą obserwatorką, potrafiącą wyciągnąć esencję z obserwowanych zjawisk i zapisać ją w trafny i ciekawy sposób. Można powiedzieć, że każde opowiadanie <em>Kamieniczki</em> to zatrzymany w kadrze obraz, widokówka, zapis zwykłej, codziennej sytuacji, którą przeżywać może każdy człowiek. I to właśnie ta zwyczajność, codzienność, staje się niezwykła, jest największym atutem tej książki. To lustrzane odbicie rzeczywistości, w której można się przejrzeć i dostrzec coś ważnego, niepowtarzalnego w tym zwykłym, normalnym świecie. Lustro, w którym możemy dojrzeć siebie.</p>
<p style="text-align: justify;">Bardzo polecam wrażliwą i dojrzałą prozę Edyty Szałek. Ta niewielka książeczka może przynieść wiele pożytku i refleksji każdemu, kto po nią sięgnie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.diati.info/kamieniczka-edyty-szalek/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Gra Anioła&#8221; Carlos Ruiz Zafon</title>
		<link>http://www.diati.info/gra-aniola-carlos-ruiz-zafon/</link>
		<comments>http://www.diati.info/gra-aniola-carlos-ruiz-zafon/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 29 Sep 2009 22:27:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Milly</dc:creator>
				<category><![CDATA[Literatura]]></category>
		<category><![CDATA[Polecanki]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Carlos Riuz Zafon]]></category>
		<category><![CDATA[Gra Anioła]]></category>
		<category><![CDATA[powieści]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.diati.info/?p=98</guid>
		<description><![CDATA[Książka Carlosa Ruiza Zafona trafiła w moje ręce przypadkiem, wyciągnięta &#8222;spod lady&#8221; z referencją &#8222;to specjalnie dla naszych wymagających czytelników&#8221;*. Przeczytałam opis z okładki i pomimo świadomości, że to druga książka cyklu Cmentarza Zapomnianych Książek poczułam, że muszę ją przeczytać. W mrocznej i niespokojnej Barcelonie lat dwudziestych XX wieku młody pisarz, żyjący obsesyjną i niemożliwą [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Książka Carlosa Ruiza Zafona trafiła w moje ręce przypadkiem, wyciągnięta &#8222;spod lady&#8221; z referencją &#8222;to specjalnie dla naszych wymagających czytelników&#8221;<strong>*</strong>. Przeczytałam opis z okładki i pomimo świadomości, że to druga książka cyklu Cmentarza Zapomnianych Książek poczułam, że muszę ją przeczytać.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.diati.info/wp-content/uploads/2009/09/Gra_Aniola.jpg"><img class="size-full wp-image-100  aligncenter" title="Gra_Aniola" src="http://www.diati.info/wp-content/uploads/2009/09/Gra_Aniola.jpg" alt="Gra_Aniola" width="200" height="283" /></a></p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;">W mrocznej i niespokojnej Barcelonie lat dwudziestych XX wieku młody pisarz, żyjący obsesyjną i niemożliwą miłością, otrzymuje od tajemniczego wydawcy ofertę napisania książki, jakiej jeszcze nie było, w zamian za fortunę i, być może, coś więcej&#8230; Z niezwykłą precyzją powieściopisarską i w charakterystyczny dlań, oszałamiającym stylu autor <em>Cienia wiatru</em> ponownie przenosi czytelników do Barcelony Cmentarza Zapomnianych Książek. Obdarowuje nas niezwykłą intrygą, romansem i tragedią, prowadzi poprzez labirynt tajemnic, gdzie czar książek, namiętność i przyjaźnie splatają się w mistrzowskiej opowieści.</p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-98"></span>Jak na książkę, która liczy sobie ponad 600 stron, <em>Grę Anioła</em> czyta się zaskakująco szybko, niemal połykając całą fabułę. Gdyby nie inne zajęcia, które zmuszały mnie do przerwania lektury, mogłabym zagłębiać się w niej od rana do nocy. I trzeba przyznać, że jest w czym się zagłębiać. Ale po kolei &#8211; zacznijmy od zarysowania fabuły.</p>
<p style="text-align: justify;">David Martin to początkujący, ale dobrze rokujący pisarz. Poznajemy go w wieku lat siedemnastu, gdy dostaje nieoczekiwaną szansę od losu &#8211; wydawca podrzędnej gazety, w której młody David pracuje, pozwala mu opublikować jedno z jego opowiadań. Wbrew wszelkim oczekiwaniom opowiadanie zyskuje ogromną popularność, która przysparza pisarzowi tyleż samo fanów, co wrogów, w związku z czym jest zmuszony pisać pod pseudonimem, pod ogromną presją i za niewielkie pieniądze. Martin zaczyna snuć opowieść o swoim ciężkim dzieciństwie, w którym miłość do książek zastępowała mu miłość rodziców. Jednocześnie przedstawia nam swoich najbliższych przyjaciół &#8211; Pedra Vidala, protektora, który zawsze chronił go i pomagał, księgarza Sempere, który zastępował mu ojca oraz piękną Cristinę Sagnier, miłość młodzieńczych lat. Wraz z kolejnymi rozdziałami poznajemy dalsze losy Davida, wypełnione bólem tworzenia, samotnością i zmaganiami z chorobą. Aż do momentu kulminacyjnego, w którym pojawia się tajemniczy Andreas Corelli, wydawca z Paryża, który proponuje Martinowi układ &#8211; pisarz stworzy dla niego książkę, której nikt nigdy jeszcze nie zdołał napisać, a w zamian zyska ogromną fortunę i odzyska zdrowie. Przyjęcie tej propozycji wciąga Davida w szereg dziwnych i niewyjaśnionych wydarzeń, a odkrycie zagadki sprzed lat stanie się kluczem do ocalenia własnego życia i uwolnienia się od zobowiązań, które go przerosły&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Cała historia jest opisana z niezwykłą precyzją, widać, że Autor włożył w nią sporo wysiłku, poukładał wszystkie elementy tak, by miały swoje odpowiednie miejsce w powieści. Żadne wydarzenie opisane w <em>Grze&#8230;</em> nie dzieje się przypadkowo, wszystko ma swoje wytłumaczenie, swoje przyczyny i późniejsze skutki. Osobiście najbardziej podobała mi się postać Davida Martina, zbudowana z krwi i kości, pełna zarówno idealizmu, jak i mrocznych stron i wad. Widać, że ta postać żyje, że ma emocjonalny stosunek do wszystkiego, co opowiada i do postaci, które spotyka.Wspaniale zbudowany jest wizerunek pisarza, jego zmagań z własnymi ambicjami, niemocą twórczą czy wręcz przeciwnie &#8211; szałem tworzenia. Sceny opisujące jego pracę, przemyślenia, cały jego zawód są mi niezwykle bliskie. Zwłaszcza zaś tragikomiczne sytuacje na gruncie mistrz-uczennica, rozmowy o książkach, pisarstwie i ćwiczeniach stylu. Motyw mistrza i uczennicy nie jest może za bardzo odkrywczy, ale wykorzystany jest w interesujący sposób i pasuje do całości &#8211; zarazem uczy i bawi.</p>
<p style="text-align: justify;">Muszę wspomnieć również o nawiązaniach do poprzedniej książki Zafona &#8211; <em>Cienia wiatru</em>. Nie czytałam jej, choć mam nadzieję zapoznać się z nią w najbliższym czasie. Wiadomo, że obie książki są ze sobą połączone niektórymi bohaterami, a konkretnie rodziną Sempere i częściowo Isabellą, uczennicą Martina. Akcja <em>Gry Anioła</em> dzieje się na kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt lat przed wydarzeniami poprzedniej książki. I choć nie czytałam tamtej książki, nawiązanie postaci wydaje mi się bardzo ciekawe. Natomiast to, co mi się nie podobało, to wrzucenie jakby na siłę Cmentarza Zapomnianych Książek do fabuły <em>Gry</em>&#8230; Tak jak pisałam wcześniej, żadne wydarzenie nie jest dla fabuły obojętne, także i Cmentarz znalazł tu swoje zastosowanie, ale wydało mi się to jedynie chwytem marketingowym &#8211; czytelnicy, którzy przeczytali poprzednią książkę i byli uczuciowo związani z tym miejscem, sięgną i po tą lekturę, by poczuć jeszcze raz ten sam klimat. Tyle, że tego klimatu tam nie ma. Cmentarz jest opisany bodaj w jednym rozdziale, na dodatek dość niedbale, jakby Autor liczył na to, że wszyscy znają już to miejsce, więc nie trzeba się wysilać przy opisywaniu go. Skoro jednak już znalazł tam swoje miejsce (chociaż moim zdaniem można było ominąć ten wątek i wydarzenia w nim zawarte umieścić gdzie indziej, odpowiednio modyfikując ten fragment), powinien być opisany z należytą dbałością. Nie czytałam<em> Cienia wiatru</em> i nie poczułam klimatu tego miejsca, a tak być nie powinno, tym bardziej, że na okładce dwukrotnie wspominany jest Cmentarz &#8211; chyba tylko jako wabik na czytelnika.</p>
<p style="text-align: justify;">Kolejnym mankamentem, który z czasem zaczyna rzucać się w oczy, jest fakt, że w dialogach inni bohaterowie książki mają często ten sam styl wypowiedzi, co David Martin &#8211; przeważnie ironiczny, zdystansowany, pełny ciętych ripost o humorystycznym zabarwieniu. Można to jednak wytłumaczyć specyficzną narracją pierwszoosobową &#8211; wszystkie wydarzenia widzimy oczami głównego bohatera, jest to w głównej mierze zapis wspomnień tego, co się działo, a to z kolei powoduje, że Martin mógł inaczej odtworzyć dialog niż miało to miejsce &#8222;w rzeczywistości&#8221;, zabarwić go swoim stylem wypowiedzi. Mimo wszystko uważam, że dialogi są prowadzone mistrzowsko, choć cały czas w tym samym stylu. Humor, cięte odpowiedzi i ironia to mocne strony tej powieści. Nie raz setnie się uśmiałam czytając czy to przemyślenia, czy też właśnie dialogi (zwłaszcza rozmowy Davida z jego uczennicą, Isabellą, są powalające). Do tego żywe opisy i akcja tocząca się zdecydowanym rytmem &#8211; Autor nie spieszy się, powoli odsłaniając całą historię Martina, raz po raz dorzucając kolejne cegiełki do tej układanki, zaskakując czytelnika coraz bardziej.</p>
<p style="text-align: justify;">Schody zaczynają się mniej więcej na 80 stron przed zakończeniem powieści. Idealny rytm gdzieś zaczyna się gubić. Autor przyspiesza akcję, operując nowymi informacjami w zastraszającym tempie. To, co wcześniej rozmieszczone było na kilkudziesięciu stronach, teraz ściaśnia się do rozmiaru kilkustronicowego rozdziałku. Wydarzenia galopują do przodu aż do epilogu, a gdzieś po drodze gubi się najważniejsze &#8211; o co właściwie chodzi? Zakonotowałam  poszczególne wydarzenia, ale za nic na świecie nie mogę zrozumieć co właściwie się wydarzyło. Na czym polegała cała intryga? Po co Martin pisał ową tajemniczą książkę? Umknęło mi to zupełnie. Ale to jeszcze nic. Gdyby książka zakończyła się wraz z ostatnim rozdziałem, miałabym na to wytłumaczenie (o czym za chwilę). Niestety, był jeszcze Epilog &#8211; gwóźdź do trumny. Nie spodziewałam się tak drętwego zakończenia, grającego na uczuciach, niemalże happy endu w hollywoodzkim stylu. Ta książka zasługuje na coś więcej. Czytelnik zasługuje na coś więcej! Epilog był najbardziej rozczarowującym momentem tej książki. O ile do pewnego momentu czytało się cudownie, a opowiadana historia była doprawdy bajeczna, tak końcówka przybiła mnie zupełnie. Autorze! Czy goniły Cię terminy? Czy nie byłeś w stanie wymyślić niczego lepszego? Brak natchnienia, brak muzy? Och, przecież istnieje jeszcze coś takiego, jak zakończenie otwarte, niedopowiedziane! I to byłoby najwspanialsze, co ta książka mogła dostać.</p>
<p style="text-align: justify;">A dlaczego? Otóż w trakcie zagłębiania się w opowieść Davida, zwłaszcza po wątku poważnej choroby, potem spotkania Corellego i wreszcie rozpoczęcia spirali niewyjaśnionych wydarzeń, zaczynała rodzić się we mnie pewność, że nasz bohater jest schizofrenikiem. I motyw ten niezmiernie mi się podobał. Na końcu wszystko już wskazywało, że Martin postradał zmysły, żyje w wytworze swojej własnej wyobraźni, która w dodatku wpędza go w zabójcze tarapaty. I gdyby zakończenie pozostawiało cień wątpliwości, gdyby nie było wiadomo, czy rzeczywiście wszystko to zdarzyło się tylko w chorym umyśle pisarza, czy też miało miejsce naprawdę &#8211; och, to byłoby właśnie owo idealne zakończenie. Po części tak właśnie kończy się ostatni rozdział. Ale po nim następuje Epilog&#8230; który zniszczył całe moje wyobrażenie, cały klimat, całe to niedopowiedzenie. Nie wyjaśnił żadnych wydarzeń, nie rozwiał wątpliwości, ale wszystko zepsuł.</p>
<p style="text-align: justify;">Książkę jako całość oceniam na dobry z plusem i polecam. Mimo drobnych wpadek, które wymieniłam, oraz, moim skromnym zdaniem, zepsutego zakończenia, warto sięgnąć po <em>Grę Anioła</em> i przynajmniej przez 520 stron cieszyć się niezmąconą, świetną lekturą. Ostatnie osiemdziesiąt kilka stron można pominąć milczeniem &#8211; choć podobno mężczyznę ocenia się nie po tym jak zaczął, ale jak skończył&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Mam nadzieję, że uda mi się wkrótce sięgnąć po drugą książkę Carlosa Ruiza Zafona i zmalować jej równie dobrą, a być może, że jeszcze lepszą, recenzję.</p>
<address style="text-align: justify;">*Swoją drogą warto mieć takie znajomości w bibliotece i dostawać książki &#8222;spod lady&#8221; ;-)</address>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.diati.info/gra-aniola-carlos-ruiz-zafon/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Fragment &#8222;Od nowiu do pełni&#8221;</title>
		<link>http://www.diati.info/fragment-od-nowiu-do-pelni/</link>
		<comments>http://www.diati.info/fragment-od-nowiu-do-pelni/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 Sep 2009 09:14:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Milly</dc:creator>
				<category><![CDATA[Fragmenty książek]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura]]></category>
		<category><![CDATA[Polecanki]]></category>
		<category><![CDATA[fragmenty powieści]]></category>
		<category><![CDATA[Hanna Fronczak]]></category>
		<category><![CDATA[Od nowiu do pełni]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.diati.info/?p=95</guid>
		<description><![CDATA[Pisałam już jakiś czas temu o książce Hanny Fronczak Od nowiu do pełni, którą chciałabym przeczytać. Teraz nadarzyła się okazja do zapoznania się z fragmentem powieści na stronach Fantasy Book. By przystąpić do czytania, wystarczy kliknąć w ten link. Enjoy!]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Pisałam już jakiś czas temu o książce <strong>Hanny Fronczak</strong> <em>Od nowiu do pełni</em>, którą chciałabym przeczytać.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" title="Okładka" src="http://fantasybook.idl.pl/modules/BookCatalog/images/bookimg/fronczak-od-nowiu-dopelni.jpg" alt="Od nowiu do pełni" width="138" height="216" /></p>
<p>Teraz nadarzyła się okazja do zapoznania się z fragmentem powieści na stronach Fantasy Book. By przystąpić do czytania, wystarczy kliknąć w <a href="http://fantasybook.idl.pl/modules.php?name=Content&amp;pa=showpage&amp;pid=368" target="_blank">ten link</a>. Enjoy!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.diati.info/fragment-od-nowiu-do-pelni/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Rok 1984&#8243; George&#8217;a Orwella</title>
		<link>http://www.diati.info/rok-1984-georgea-orwella/</link>
		<comments>http://www.diati.info/rok-1984-georgea-orwella/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 12 Sep 2009 16:42:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Milly</dc:creator>
				<category><![CDATA[Literatura]]></category>
		<category><![CDATA[Polecanki]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[antyutopia]]></category>
		<category><![CDATA[George Orwell]]></category>
		<category><![CDATA[katastrofizm]]></category>
		<category><![CDATA[pesymizm]]></category>
		<category><![CDATA[powieści]]></category>
		<category><![CDATA[Rok 1984]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.diati.info/?p=92</guid>
		<description><![CDATA[Książkę pochłonęłam już ponad miesiąc temu, jednak do tej pory nie zdobyłam się na odwagę aby ją zrecenzować. Wydaje mi się, że jest to na tyle znana pozycja, że pisało o niej wielu mądrzejszych ode mnie. Nie będę więc udawać, że potrafię powiedzieć o tej książce coś więcej, czy też coś innego, niż inni. Po [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Książkę pochłonęłam już ponad miesiąc temu, jednak do tej pory nie zdobyłam się na odwagę aby ją zrecenzować. Wydaje mi się, że jest to na tyle znana pozycja, że pisało o niej wielu mądrzejszych ode mnie. Nie będę więc udawać, że potrafię powiedzieć o tej książce coś więcej, czy też coś innego, niż inni. Po recenzję zaś odeślę Was do serwisu BiblioNETka, gdzie jest ich dość sporo: <a href="http://www.biblionetka.pl/book.aspx?id=59" target="_blank">Rok 1984, Orwell George</a>. Dla siebie zaś zostawię jedynie wrażenia, które tkwią we mnie do dnia dzisiejszego&#8230;</p>
<p><span id="more-92"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Przede wszystkim naszła mnie taka refleksja, że Orwell jest idealnym dzieckiem swoich czasów i doskonale wpasowuje się w tendencje społeczno-filozoficzne tamtego okresu. Zapewne jest to jakieś moje zboczenie &#8222;zawodowe&#8221;, ale zajmując się od dłuższego czasu historiozofią nie mogłam nie zauważyć u niego tendencji, które już na początku XX wieku stały się dominującymi prądami filozoficznymi. Chodzi mianowicie o tendencje katastroficzno-degeneracyjne. XVIII i XIX wiek były pełnym nadziei, wzniosłym okresem triumfu teorii postępu i nieograniczonej wiary w naukę. Człowiek mógł wszystko, zyskiwał coraz większą doskonałość, nie było wątpliwości, że wkrótce osiągnie ideał i żyć będzie w świecie utopijnym. Ogólne tendencje zaczęły zmieniać się wraz z nadejściem nowego stulecia, a już po I wojnie światowej ludzie zrozumieli, że wzrost nauki i techniki nie prowadzi do doskonałości, wręcz przeciwnie &#8211; w człowieku budzi się bestia, zaczynają nim rządzić niezrozumiałe instynkty, sprzeczne z tym wszystkim, do czego jeszcze tak niedawno dążono. Już nie postęp i utopia, ale degeneracja i katastrofa wiszą nad całą ludzkością. Orwell niewątpliwie był pod wielkim wpływem tych nastrojów, gdy tworzył wizję przyszłości, typową dla XX wieku antyutopię. Jego przewagą nad innymi była z pewnością niezwykła intuicja i pewnego rodzaju zdolność profetyczna, gdyż w momencie, gdy wielu ludzi było pod ogromnym urokiem komunizmu i socjalizmu, on potrafił spojrzeć dalej, przewidzieć do czego może to doprowadzić, jeszcze zanim ktokolwiek zdążył o tym pomyśleć.</p>
<p style="text-align: justify;">Najgorsze w całej tej książce jest to, że ma się nieodparte wrażenie, iż wszystko to jest możliwe. A nawet więcej &#8211; że powoli ta wizja staje się prawdą. Przeraża nie sama wizja rzeczywistości, wojny, strachu i braku podstawowych środków do życia. Wszystko to przecież już przeżyliśmy &#8211; komunizm, stan wojenny w Polsce. Przeraża najbardziej fakt, że człowiek jest do tego zdolny. Człowiek człowiekowi zgotuje taki los. I dlaczego? W imię czego? Nie po to, by było lepiej. Po to, by mieć władzę. By stać się bogiem.</p>
<p style="text-align: justify;">Tak, to właśnie jest najgorsze &#8211; że człowiek jest do tego zdolny, leży to w jego naturze. Wbrew wszystkiemu, czego jestem świadkiem, wbrew temu, co słyszy się codziennie w telewizji, czyta w gazetach, jest we mnie tendencja do wiary w to, że człowiek jest istotą szlachetną, dobrą z natury. Że poświęcenie , honor, miłość i szlachetność są tymi cechami, które zawsze będą mu towarzyszyć, jeśli nie wszystkim, to choćby wybitnym jednostkom. Jednak czasem dochodzę do wniosku, że jest to tylko pobożne życzenie. Trzeba się łudzić, by nie zwariować, by żyć normalnie i zarażać tym złudzeniem innych. Im dłużej będziemy w to wierzyć, tym lepiej dla nas. <em>Rok 1984</em> początkowo też daje taką nadzieję. Że jest jeszcze ktoś, kto widzi co się dzieje, kto zna prawdę i zrobi wszystko, by naprawić świat. Potem ta nadzieja jest nam brutalnie odebrana. Najtrudniej jest pozostać człowiekiem.</p>
<p style="text-align: justify;">Jest taka scena, tuż pod koniec książki, gdy dwójka głównych bohaterów spotyka się przypadkowo ze sobą. Ta scena zapadła mi w pamięć najbardziej. Wstrząsnęła najmocniej. Bo choć łudziłam się, że wszystko skończy się inaczej, choć broniłam się przed tą świadomością, to nie da się pominąć milczeniem faktu, że to, co Orwell mówi o naturze ludzkiej, jest prawdą.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-family: Verdana; font-size: x-small;">- Zdradziłam cię &#8211; oświadczyła bez ogródek.<br />
- Ja ciebie też &#8211; odparł.<br />
Znów rzuciła mu krótkie, pełne niechęci spojrzenie.<br />
- Czasami &#8211; ciągnęła &#8211; grożą ci czymś&#8230; czymś, czego nie możesz znieść, o czym boisz się nawet myśleć. A wtedy mówisz: &#8222;Nie róbcie tego mnie, zróbcie to temu-a-temu&#8221;. I może później próbujesz udawać, że był to jedynie wybieg, że powiedziałeś tak tylko po to, aby przestali cię dręczyć, że przecież wcale tak nie myślałeś. Ale to nieprawda. Wówczas, kiedy ci grożą, pragniesz tego ze wszystkich sił. Wiesz, że to jedyny ratunek, więc chwytasz się go kurczowo. Chcesz, żeby zrobili to tej osobie. Nie obchodzi cię, jak bardzo będzie cierpiała. Liczysz się tylko ty.<br />
- Liczysz się tylko ty &#8211; powtórzył.<br />
- I potem zmienia się nastawienie do tego kogoś.<br />
- Tak, zmienia &#8211; potwierdził.</span></p></blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.diati.info/rok-1984-georgea-orwella/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Chcę przeczytać&#8230;</title>
		<link>http://www.diati.info/chce-przeczytac/</link>
		<comments>http://www.diati.info/chce-przeczytac/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 12 Sep 2009 15:32:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Milly</dc:creator>
				<category><![CDATA[Fragmenty książek]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura]]></category>
		<category><![CDATA[Polecanki]]></category>
		<category><![CDATA[Wieści]]></category>
		<category><![CDATA[chcę przeczytać]]></category>
		<category><![CDATA[E. Szałek]]></category>
		<category><![CDATA[fragmenty powieści]]></category>
		<category><![CDATA[J.M. Harrison]]></category>
		<category><![CDATA[K. DiCamillo]]></category>
		<category><![CDATA[K. Meyer]]></category>
		<category><![CDATA[nowości]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania]]></category>
		<category><![CDATA[powieści]]></category>
		<category><![CDATA[R. Frank]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[S. Łukjanienko]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.diati.info/?p=88</guid>
		<description><![CDATA[Zrobiłam dziś spis kilku tytułów, nowości, które chciałabym przeczytać. Z opisów, recenzji i fragmentów powieści wynika jednoznacznie, że są to książki, które koniecznie muszą wpaść w moje ręce. Być może ktoś o podobnym do mnie guście również skorzysta na tej wyliczance. Pozwolę sobie jedynie pominąć listę książek przybliżających tematykę branży wydawniczej, z którą to mam [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Zrobiłam dziś spis kilku tytułów, nowości, które chciałabym przeczytać. Z opisów, recenzji i fragmentów powieści wynika jednoznacznie, że są to książki, które koniecznie muszą wpaść w moje ręce. Być może ktoś o podobnym do mnie guście również skorzysta na tej wyliczance. Pozwolę sobie jedynie pominąć listę książek przybliżających tematykę branży wydawniczej, z którą to mam nadzieję bliżej się zapoznać w najbliższym czasie.</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-88"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Viriconium J. M. Harrisona, którego fragment znajduje się <a href="http://www.przystan-literacka.pl/index.php?show=2640" target="_blank">tutaj</a>.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;">W Viriconium młodzi mężczyźni, nocami zaprzątnięci morderczymi gierkami, porozumiewają się za pomocą gwizdnięć. Ktoś, kto obudzi się znienacka w środku nocy, może czasem usłyszeć tupot ich nóg albo czyjś naglący szept. Potem te odgłosy znikają, oddalają się w stronę Cynowego Rynku bądź Margarethestrasse. Następnego dnia, gdzieś w rynsztoku, zostanie odnaleziony kolejny arystokrata z poderżniętym gardłem. Kto odróżni, co jest rzeczywistością, a co majakiem; co magią, a co iluzją; kto bohaterem, a kto łotrem; kto człowiekiem, a kto potworem&#8230; w Viriconium?</p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;"><em>Kamieniczka</em> <strong>Edyty Szałek</strong>, ciekawy zbiór opowiadań, którego fragment znajduje się <a href="http://www.przystan-literacka.pl/index.php?show=2581" target="_blank">tutaj</a>. Sama autorka w ten sposób zachęca czytelników do sięgnięcia po jej książkę:</p>
<blockquote>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-size: 10pt; font-family: 'Verdana','sans-serif';">&#8222;Kamieniczka&#8221; to książka o ludziach. Została stworzona z empatii i umiejętności obserwowania zjawisk drobnych i pozornie zwyczajnych. Jest poniekąd hołdem dla przypadkowych bohaterów, których życie jest tak samo ciekawe, jak huragany poruszające posadami wielkich tego świata, tyle, że my nie zawsze mamy czas, by sie tym życiom przyjrzeć. Warto ponieważ &#8222;Kamieniczka&#8221; ma atmosferę baśni dla dorosłych, choć tylko gdy chodzi o kreowanie jej słowami, bo kwestie w niej poruszane czasami są mało bajkowe. Mój piętnastoletni syn, który poświęca więcej czasu na komputer niż książki, przeczytał jedno z opowiadań i powiedział mi: &#8222;Masz rację mamo, tak właśnie czuje się lato, wiatr na twarzy, zapach rzepaku, wierzę, że tak właśnie jest. Przez moment poczułem ciepło słońca, mimo, że za oknem zima. Przez moment tam byłem&#8221;. Być może dlatego też warto? By poczuć zapomniane zapachy i słońce na twarzy mimo zimy? Hm&#8230; Trudno zachęcać do przeczytania przez siebie napisanej książki, ale dużo łatwiej jest mi napisać: chciałabym tam być, poznać tych ludzi, zahaczyć o Kamieniczkę&#8230; Zapraszam i dziękuję.</span></p>
</blockquote>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;"><em>Lodowy ogień</em> <strong>Kaia Meyera</strong>, fantastyczna opowieść osadzona w realiach XIX-wiecznej Rosji, której fragment można przeczytać <a href="http://www.przystan-literacka.pl/index.php?show=2533" target="_blank">tutaj</a>.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;">Sankt Petersburg, koniec XIX wieku. Luksusowy Hotel Aurora jest całym światem Myszy, pogardzanej przez resztę służby osieroconej czyścicielki butów, która nigdy nie opuściła jego murów.</p>
<p style="text-align: justify;">Kiedy w jednym z pokoi melduje się tajemnicza dama w towarzystwie niemego, nieszczęśliwego chłopca, a ekstrawagancka Angielka o niebieskich włosach ratuje Mysz od zamarznięcia, życie nastoletniej dziewczyny diametralnie się zmienia. Rzucona w środek walki dwóch czarodziejek, Mysz będzie musiała dotrzeć do prawdy o swojej rodzinie oraz do ukrytego w niej źródła siły, które okaże się potężniejsze niż magia.</p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;"><em>Magiczny Słoń </em><strong>Kate DiCamillo</strong><span style="font-size: x-small;"><strong></strong></span>, autorki słynnego <em>Dzielnego Despero</em>. Niesamowita baśń dla dużych i małych.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;">Kiedy namiot wróżki pojawił się na placu targowym miasteczka Baltese, dziesięcioletni chłopiec, któregopo śmierci rodziców wychowuje stary żołnierz, postanawia zadać wróżce pytanie, czy jego siostra żyje. A jeśli tak, jak może ją znaleźć. Tajemnicza odpowiedź wróżki (Słoń!, Słoń Cię tam zaprowadzi!) rozpoczyna łańcuch tak niezwykłych i nieprawdopodobnych wydarzeń, że trudno uwierzyć, że to mogło się zdarzyć naprawdę. W tej podobnej do snu i urzekającej baśni duże znaczenie odgrywają piękne nastrojowe ilustracje Yoko Tanaka.Kate DiCamillo wyczarowuje zapadającą w pamięć baśń o tym, żeby z wiarą otwierać się na nieoczekiwane oraz o tym, że to, co wyjątkowe i niezwykłe może być prawdziwe.</p>
</blockquote>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-size: 10pt; font-family: 'Verdana','sans-serif';"> </span></p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">Każdy dom potrzebuje balkonu Riny Frank, izraelskiej pisarki. To bajka, która zbyt szybko przeradza się w prozę życia. Fragment <a href="http://www.przystan-literacka.pl/index.php?show=2760" target="_blank">tutaj</a>.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;"><strong> </strong><span style="font-size: 10pt; font-family: 'Verdana','sans-serif';">W ubogiej dzielnicy Hajfy otoczona kochającą rodziną dorasta dziewczynka o zielonych roześmianych oczach, spojrzeniu których kryje się smutek. Dziewczynka stanie się piękną młodą kobietą, tak piękną, że poślubi niezwykle bogatego i przystojnego architekta z Barcelony. Jednak bajka o Kopciuszku skończy się zbyt szybko. &#8222;Każdy dom potrzebuje balkonu&#8221; to niesłychanie ciepła historia rodzinna, w której humor łączy się ze smutkiem, a szczęście przeplata się ze łzami. To głęboka i wzruszająca opowieść o cudownych latach dzieciństwa, miłości, dojrzewaniu i dokonywaniu wyborów, które rzutują na naszą przyszłość i na to, kim się stajemy.</span></p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;"><em>Fałszywe Lustra</em> <strong>Siergieja Łukjanienki</strong>, uwielbianego przeze mnie rosyjskiego pisarza, który podbił moje serce cyklem urban fantasy o Patrolach. Tym razem coś bardziej sci-fi w klimatach Matrixa, zobaczymy czy mi się spodoba ;-)</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;">Głębia &#8211; świat wirtualny, alternatywna rzeczywistość, wykreowana w pamięci globalnej sieci. Można w niej pracować, bawić się, uprawiać seks, pić i grać. Ale wychodzi się dopiero wtedy, gdy timer wyrzuci użytkownika. Tylko nurkowie, głębinowa elita, potrafią wynurzać się samodzielnie. Jeden z nich musi odkryć, kim jest postać, która nagle pojawia się w głębi. Nie ma odpowiednika w świecie rzeczywistym. I nie została stworzona przez Sieć&#8230;</p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">I to tyle w kwestii &#8222;Chcę przeczytać&#8230;&#8221; na dzień dzisiejszy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.diati.info/chce-przeczytac/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	<img style='margin:0;padding:0;border:0;' width='1px' height='1px' src="http://www.diati.info/wp-content/plugins/mystat/mystat.php?act=time_load&id=68856&rnd=1478938031" /></channel>
</rss>

