Alicja to moje pierwsze spotkanie z prozą pana Piekary. Ta książka przykuła moją uwagę przede wszystkim okładką, potem tytułem. Jej enigmatyczny opis z pewnością nie przekonałby mnie do sięgnięcia po nią. Ale ta piękna okładka… Dałam się skusić, wciągnąć w pułapkę. To nie pierwszy raz, kiedy ładny obrazek obiecuje równie ładną zawartość. Niestety, obawiam się, że reguła „im ładniejsza okładka, tym bardziej beznadziejna treść”, okazuje się coraz trafniejsza.

Pierwotnie książka ta została wydana przez wydawnictwo Red Horse w dwóch tomach: Alicja i Miasto Grzechu (2007) oraz Alicja i Ciemny Las (2008). W moje ręce trafiło wydanie zbiorowe Fabryki Słów pod wspólnym tytułem Alicja (2010). Swoją drogą bardzo zdziwiło mnie rozbicie tej pozycji na dwie, małe części, które osobno zupełnie tracą to coś, co sprawia, że czytelnik ma w ogóle ochotę dotrzeć do końca opowieści. W każdym razie cieszę się, że ja natrafiłam na pełne wydanie.
Przeczytałam gdzieś, że fabuła Alicji jest połączeniem Lolity Nabokova, Matyldy z Leona Zawodowca i Alicji w krainie czarów. Można się zgodzić z tym stwierdzeniem tylko i wyłącznie pod warunkiem, że spłaszczymy te trzy postacie, odbierzemy im całą głębię i wieloznaczność, jaką nadali im ich autorzy, zrobimy z nich sieczkę przystępną dla najbardziej prymitywnego odbiorcy. Autor tych słów (a ukazały się one bodaj na okładce Alicji i Ciemnego Lasu) próbował chyba zabłysnąć elokwencją i chciał się przypodobać panu Piekarze. Do historii rodem z Nabokovskiej Lolity tej książce naprawdę bardzo, bardzo daleko, można śmiało stwierdzić, że dzielą je całe galaktyki. Nie pokusiłabym się również o szukanie analogii z tak wielowarstwową powieścią, jaką jest Alicja w krainie czarów, gdyż ta Alicja jest raczej książką płaską i bazującą na zupełnie innego rodzaju motywach. Głównej bohaterce Piekary najbliżej do Matyldy z Leona Zawodowca, a i to można powiedzieć tylko na upartego. Jednak film Luca Bessona przedstawiał klasę nieco wyższą.
Czym zatem jest Alicja? Zacznijmy od nakreślenia fabuły.
Głównym bohaterem książki, wokół którego toczy się cała akcja, jest Aleks – dobiegający czterdziestki, niespełniony pisarz i dziennikarz, egzystujący bez perspektyw na jakąkolwiek przyszłość. Całymi dniami poprawia i dopieszcza swój jedyny scenariusz, którego nikt nie chce docenić. Aleks jest człowiekiem przegranym i w zupełności zdaje sobie z tego sprawę, nie starając się nawet poprawić swojego losu, choć ma na to szansę – jego była szefowa z renomowanej gazety wciąż chce przyjąć go znowu do pracy, w której dobrze zarabiał i był poważanym dziennikarzem.
W pewnym momencie los postanowił spłatać Aleksowi figla. Okno jego mieszkania zostaje stłuczone przez piłkę do siatkówki, po którą zgłasza się czternastoletnia dziewczynka – Alicja. W ramach przeprosin postanawia zmienić życie Aleksa nie do poznania. I tak też właśnie się dzieje – nasz bohater nagle poznaje dziewczynę swoich marzeń, zaraz potem dostaje propozycję życia od sławnego aktora, znikają też jego problemy z sąsiadami, a Alicja potrafi wyciągnąć go z najgorszych tarapatów, z zagrożeniem życia włącznie. Sam Aleks staje się nagle bardziej pewny siebie i swoich możliwości, odkrywa też w sobie pokłady ogromnej siły, męskości i odwagi. Za wszystko jednak przyjdzie mu zapłacić, gdy Alicja zostanie porwana przez tajemniczego szaleńca. Po kilku latach – w drugiej części książki – gdy Aleks będzie już sławny i bogaty, sytuacja powróci jak bumerang. Alicja znika, a Aleks musi wybrać się w podróż do tajemniczego Ciemnego Lasu, zamieszkałego przez demoniczne Wróżki Zębuszki i Piaskowych Dziadków ze skłonnościami do pedofilstwa. Będzie musiał stawić czoła samemu sobie, by uratować ukochaną Alicję.
Jak widać fabuła nie jest zbyt górnolotna i odkrywcza. Książka ta ma jedną zaletę – dynamiczna fabuła i wartka akcja sprawia, że mimo wszelkich mankamentów, czytelnik pragnie dowiedzieć się, co stanie się dalej, a dokładniej: kim jest tajemnicza Alicja i jaką cenę przyjdzie zapłacić Aleksowi za znajomość z nią. Niestety, po dobrnięciu do końca, następuje ogromne rozczarowanie. Dostajemy sieczkę rodem z Hollywood i w gruncie rzeczy nie dane jest nam zrozumieć kim jest dziewczynka i co właściwie się działo. Do tego Piekara ma strasznie denerwującą, doprowadzającą wręcz do szału, manierę – niemal co stronę spotykamy się z dygresjami głównego bohatera dotyczącymi przyszłości. Roi się w książce od zdań typu „Alicja powiedziała mi później, że… lecz wówczas jeszcze tego nie wiedziałem”, „Zapytałem później Alicji o to i o tamto, a ona odpowiedziała mi….”, „Kiedy pewnego razu Alicja leżała w moim łóżku, powiedziała…”,”Zrozumiałem to dopiero, kiedy ktośtam obcinał mi siekierą palce…” itp. Autor usilnie stara się wskazać czytelnikowi pewien kierunek, od razu dowiadujemy się, że dwójka bohaterów bardzo się zaprzyjaźni, że wreszcie razem zamieszkają, że Alicja ma jakieś nadzwyczajne zdolności, a na pewno to, że jak na swój wiek dziewczynka jest bardzo wyjątkowa, mądra i poważna, w końcu, że wydarzy się jakaś tragedia i Aleks będzie musiał za wszystko zapłacić (np. palcami). Piekara wciska to wszystko na siłę, podsuwa czytelnikowi pod nos coś, co powinno być w sferze domysłów. Nie twierdzę, że w ogóle nie powinien stosować takich chwytów, ale wystarczyłoby raz, dwa, góra trzy razy zasugerować, co będzie się działo w przyszłości, a nie robić to co kilka stron od początku aż do samego końca książki! To stawia czytelnika w pozycji idioty, który nie potrafi się domyśleć z samego biegu fabuły, że za niedługo wydarzy się coś zaskakującego, niesamowitego itp. Już po kilkudziesięciu stronach miałam serdecznie dość tej maniery, zastanawiałam się nawet, czy nie rzucić tej książki w kąt, uznałam jednak, że może warto przecierpieć i poczekać do końca.
Patrząc na Alicję z perspektywy całości, trzeba uznać ją za nieskomplikowane czytadło, po które można sięgnąć, gdy ma się ochotę na coś prostego, ale jednocześnie dynamicznego. Na próżno szukać w tej książce głębi, metafizycznych rozważań czy odkrywczych myśli (chociaż wydaje się, że momentami autor usiłuje włożyć w usta głównego bohatera jakieś niby-mądre słowa czy przemyślenia, które brzmią jak odgrzewane kotlety – coś o miłości, przyjaźni, poświęceniu itp., czyli wszystko, co już znamy z Hollywoodzkiego kina). Niestety, nie znajdziemy też obiecanego wyjaśnienia kim tak naprawdę jest Alicja, a finał książki jest po prostu… a zresztą, ten kto sięgnie po tę pozycję sam się musi przekonać.
Zabawne jest także to, że główny bohater w swoich rozważaniach wciąż powraca do jednego motywu – wyśmiewa kiczowatość scenariuszy wielkich Hollywoodzkich produkcji. Gdy pojawia się w tajemniczym miejscu, zwanym Ciemnym Lasem i spotyka nadnaturalne istoty, od razu zaczyna porównywać to, co go spotyka, z tym, co spotyka przeciętnego bohatera przeciętnego filmu. Najlepsze jest to, że rozwiązania podawane przez Piekarę, są dokładnym powielaniem tych samych schematów. Nie wiem zatem do czego miały służyć te zabiegi prześmiewcze?
Autor ma także maniakalną skłonność do podkreślania na każdym kroku, że związek Aleksa i Alicji nie ma nic wspólnego z pożądaniem i miłością cielesną, a sam Aleks bynajmniej nie jest pedofilem. Znowu mamy do czynienia z powtarzaniem tego samego wątku niemal co chwilę. Zupełnie, jakby Piekara nie ufał swoim czytelnikom i nie potrafił innymi środkami wyjaśnić relacji łączących tę dwójkę, jak tylko dosłownie powiedzieć – Aleks nie jest pedofilem, nie chce tego dziecka zaciągnąć do łóżka! (Swoją drogą scen łóżkowych jest w książce co nie miara – na szczęście opisy są całkiem dobre i tu należy się autorowi plusik).
Podsumowując, Alicja Piekary jest książką mało skomplikowaną, do przeczytania w dwa popołudnia. Równie szybko się ją czyta, jak o niej zapomina. Nie mogę jej z czystym sercem polecić, ale jeśli ktoś chce się odstresować i poczytać miłą historyjkę, to można po nią sięgnąć. Ot, żeby dowiedzieć się co jest na samym końcu.
Tagi: Alicja, Fantastyka, Jacek Piekara, Literatura, powieści, Recenzje